czwartek, 3 kwietnia 2008

Nara 04.10.2007

W czwartek wybraliśmy się do Nary, drugiej historycznej stolicy Japonii. Na dworcu w Kyoto należy przejść na peron linii Nara Line – pociąg jedzie ok. 45 min. – jako, że jest to pociąg należący do JR ważne są Japan Rail Passy (normalnie bilet kosztuje 690 jenów). W Narze zaraz obok stacji kolejowej znajduje się punkt informacji w którym tradycyjnie warto zaopatrzyć się w mapkę z zaznaczonymi atrakcjami turystycznymi.

Na teren kompleksu budynków i świątyń w Narze można przejść od dworca na piechotę przez miasto, zajmuje to ok. 20 zanim dojdzie się do pierwszych świątyń. Nara nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia – wiele obiektów było zamkniętych dla zwiedzających (w tym świątynia Kofukuji) a wszędzie było pełno wycieczek szkolnych i grupowych (przeważnie Chińczyków). W takiej atmosferze nawet początkowo odechciało się nam zwiedzać i żałowaliśmy, że nie wybraliśmy się do pierwszej nieformalnej stolicy Japonii - Asuki:)

Niemniej pomaszerowaliśmy dalej przez wielki i piękny (jak to zwykle w Japonii;) park w Narze, gdzie po raz kolejny spotkaliśmy shiki chodzące sobie beztrosko po alejkach.

U przygodnych sprzedawców można było nabyć specjalne ciasteczka dla jeleni w cenie ok. 150 jenów. Mimo, iż wyraźnie napisane było po angielsku, że są one przeznaczone dla zwierząt, to niektórzy turyści (słabo rozgarnięci albo eksperymentatorzy) konsumowali je;) Ułożenie spójnego planu zwiedzania zabytkowych obiektów Nary utrudniało ich chaotyczne i rozrzucone po sporym obszarze położenie. Dlatego nie zobaczyliśmy wszystkiego z proponowanych atrakcji.

Na tym etapie największe chyba wrażenie zrobiła na nas aleja 3000 wyciosanych z kamienia latarni, które zapala się tylko raz do roku.

Prowadzi ona m.in. do Kasuga Taisha, najświętszej w Narze świątyni shintoistycznej.

Wejście na jej teren jest bezpłatne, lecz za możliwość zobaczenia jej malutkiego, wewnętrznego obszaru, trzeba było zapłacić 500 jenów.

Udostępnione do zwiedzania są także tzw. Skarbce (Treasure House), gdzie jak sądzę, udostępnianie są dla zwiedzających „skarby” z pobliskich świątyniek i chramów. Niemniej płacić 500 jenów za możliwość obejrzenia jednej niedużej sali z ekspozycją, w której na dodatek nie można robić zdjęć, wydało nam się już lekkim naciągactwem.

Takim samym naciagactwem, ale stosowanym wszędzie na świecie w turystycznych miejscowościach, jest znaczne podnoszenie cen za posiłki i souveniry:) Ryż z sosem curry i mięchem, który zwykle nie kosztuje więcej niż 580 jenów, tam kosztował ponad 800.

Po małej przekąsce skierowaliśmy się do świątyni Todaiji, mijając po drodze klika zabytkowych, pochodzących z VIII w. budynków, w większości nie udostępnionych do zwiedzania. Muszę przyznać, iż to miejsce, mimo swoich historycznych konotacji, nie robiło na nas takiego wrażenia, jak chociażby Kanazawa.

Po prostu naoglądaliśmy się do syta świątyń i świątyniek podobnych do siebie w większości jak dwie krople wody:) Cały ten obszar naturalnie wpisany jest na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO.

Świątynia Todaiji jest największym na świecie budynkiem z drewna a w nim znajduje się największy w Japonii odlany posąg Buddy (Daibutsu). Świątynia ta została zbudowana w 752 r., a przebudowana w 1692 r. i faktycznie jej rozmiary robią wrażenie. Bilet kosztował 500 jenów a godziny zwiedzania, wyjątkowo jak na Japonię to od 8-80:30 do 17-17:30 w zależności od miesiąca.

Następnie skuszeni nazwą udaliśmy się do muzeum Jedwabnego Szlaku – bilet kosztował ok. 200 jenów ale odradzamy to miejsce jako, że nie było tam prawie nic do oglądania prócz wypchanego wielbłąda (baktriana gwoli ścisłości;), rekonstrukcji starożytnej łajby (z Morza Śródziemnego!), rekonstrukcji grobu z Petry (sic!) i paru skorup:) Przy świątyni, zupełnie jak u nas, było pełno straganów z różnego rodzaju tandetą taką jak plastykowe breloczki, figurki, kartki itd.

Jeżeli ktoś jest z natury leniwy to może skorzystać z usług ryksiarzy oferujących przejażdżki po mieście.

Chętni mogą odwiedzić jeszcze Muzeum w Narze, specjalizującej się w sztuce buddyjskiej.
Na tym zakończyliśmy zwiedzanie historycznej części, pomyszkowaliśmy trochę po mieście w nadziei na znalezienie jakiejś fajnej grafiki shodo po czym załadowaliśmy się w pociąg i pojechaliśmy do Kyoto a stamtąd do Nagoyi.

Inuyama 03.10.2007


Środa była dniem na wypadu w okoliczne rewiry:) Wybraliśmy się do Inuyamy (co dosłownie znaczy: psia góra), na północ od Nagoyi.

Jest to najstarszy drewniany, oryginalnie zachowany w Japonii zamek (jako ciekawostkę można podać, że jest to także jedyny w Japonii zamek znajdujący się w rękach prywatnych). Zbudowany w obecnym kształcie został w 1537 r. przez Odę Nobuyasu na miejscu wcześniejszej strażnicy z XIV w. Usytuowany na wzniesieniu nad rzeką Kiso (nazywaną japońskim Renem ze względu wielkość oraz skalistą dolinę w której płynie) stanowi znakomity punkt widokowy.

U podnóża zamku znajdują się obiekty świątynne a jeszcze niżej dwa budynki muzeum miasta Inuyama – zawierające niezbyt dużą, w większości etnograficzną ekspozycję. Bilet wstępu kosztował ok. 200-300 jenów.

Przy drodze na zamek, na „tyłach” pobliskiego hotelu mieście się ogród herbaciany Urakuen. Znajduje się w nim pawilon do ceremonii herbacianej zbudowany w 1618 r. w Kyoto przez Odę Uraku i przeniesiony w obecne miejsce w czasie epoki Mejii.

Bilet wstępu kosztował niebagatelną sumę 1200 jenów (dla porównania tyle samo kosztował bilet na cały obszar świątyń w Nikko) – niemniej nie dane nam było tam wejść, gdyż przyszliśmy zbyt późno. 20 min autobusem od stacji Inuyama mieści się Meiji Mura – muzeum na wolnym powietrzu w którym znajduje się ok. 50 różnych budynków z okresu Mejii.

Z Nagoyi można do Inuyamy dostać się na dwa sposoby. Posiadacze Japan Rail Passów mogą jechać z przesiadką w Gifu i wysiadają w Unumie, przechodzą przejściem podziemnym, przechodzą przez most i już są w Inuyamie. Natomiast ktoś nie liczący się z kosztami może jechać linią metra Tsurumai (niebieską), zamieniającą się potem w linię Meitetsu – koszt biletu za express 540 jenów, a limited express aż 890 jenów.

Hiroshima 02.10.2007

Następnym celem naszej wyprawy było historyczne miasto Hiroshima. Kompletnie zniszczone w czasie II WŚ podczas atomowego kataklizmu, którego symbolem jest trójkondygnacyjny szkielet budynku Prefektury Promocji Przemysłu (A Bomb Dome).

By dotrzeć w to miejsce należy skorzystać z tramwaju linii 2 lub 6, których przystanek (będący zarazem węzłem startowym dla innych linii) znajduje się nieco po lewej stronie od wyjścia z dworca, za przejściem dla pieszych i za postojem taksówek. Jeżeli ktoś przewiduje dłuższe i intensywne zwiedzanie miasta to opłacalnym rozwiązaniem jest zakup całodniowych biletów za 600 jenów obowiązujących na wszystkich liniach (do nabycie w punkcie informacyjnym; warto się także zaopatrzyć w mapkę miasta).

Podróż trwa ok. 10-15 – w każdym tramwaju wystawiona jest mapa linii wg. można się orientować w swoim położeniu. Niemniej nie sposób przegapić przystanku koło A Bomb Dome, gdyż zniszczony budynek widać z tramwaju.
Budynek Prefektury Promocji Przemysłu zbudowany w 1915 położony jest nad rzeką koło mostu nad którym eksplodowała pierwsza w historii bomba atomowa. Zachowany jest w stanie z dnia 6 sierpnia 1945 r. (nie licząc stalowych wsporników utrzymujących osłabioną konstrukcję) jak symbol.
Po drugiej stronie rzeki położony jest kilku hektarowy Park Pamięci. W okresie wrzesień-październik jest tam mnóstwo wycieczek szkolnych – szkoda, że w Polsce odchodzi się od pokazywania dzieciom miejsc ważnych dla naszego narodu.

W Parku znajduje się Dzwon Pokoju (który można uderzyć), kilka pomników i miejsc poświęconych ofiarom. M.in. Cenotaf wraz z zbiornikiem wodnym w którym się odbija, będący symbolem zbiorowego grobu oraz pomnik Sasaki Sadako, 10-letniej dziewczynki, która zmarła na białaczkę, wywołaną napromieniowaniem. Wierzyła, że jeśli wykona z papieru tysiąc żurawi, japońskiego symbolu szczęścia, wyzdrowieje... Przy jej pomniku zawsze jest mnóstwo dzieci z papierowymi żurawiami – byliśmy świadkami wzruszającego momentu, gdy kilku mnichów śpiewało jakąś pieśń. Uczniowie gimnazjów przyjeżdżający w to miejsca ankietują wszystkich obcokrajowców wypytując swoją nieporadną angielszczyzną o wrażenia z tego miejsca. Nas jak Polaków poruszyło to miejsce, ale jako naród doświadczyliśmy podobnych zniszczeń dlatego mieliśmy więcej dystansu.

Do zwiedzenia jest ciekawie usytuowane pod sztucznym wodospadem „muzeum” poświęcone ofiarom oraz prawdziwe muzeum z eksponatami z czasów wojny. Wstęp kosztował ok. 150 jenów – ekspozycje z dużą ilością fotografii i przedmiotów noszących znamiona wpływu niszczycielskiej siły bomby atomowej zrobiły na nas dosyć przygnębiające wrażenie.

Po Parku Pamięci przyszedł czas na dalszą część zwiedzania miasta – jako, że mieliśmy tylko jeden dzień wybraliśmy wyprawę na Wyspę Itsukushima (zwaną w skrócie Miyajimą), sławną z powodu wielkiej czerwonej bramy Torii stającej w wodzie przed wyspa. Dostać się tam można promem – do przystani promowej zaś tramwajem linii 2 – uwaga, przystań znajduje się na samym południowym krańcu miasta i jedzie się tam z A Bomb Dome ok. 60 min. Podobno z Dworca Głównego w Hiroshimie można się dostać do przeprawy promowej kolejką JR Sanyo-honsen (podróż trwa ok. 25 min) ale nie zweryfikowaliśmy tej możliwości.

Jeżeli posiada się bilety Japan Rail Pass, można się przeprawić za darmo promem noszącym logo JR – podróż trwa o. 15 min. Na miejscu witają nas wszechobecne jelonki shiki będące posłańcami bogów na tej świętej wyspie. Brama Torii oznacza bowiem, że wszystko co znajduje się za nią, jest poświęcone bogom. Dlatego nie można wycinać tam drzew, nie ma porodówki ani kostnicy jako, że zgodnie z tradycją nikt nie może się na tej wyspie urodzić ani umrzeć. Jak jest w praktyce to trudno powiedzieć ;)

Wyspa jest tak piękna, i ma tyle ciekawych miejsc, że warto tam spędzić noc lub chociaż gdzieś w pobliżu na stałym lądzie i poświęć na jej zwiedzanie cały dzień. Jako, że dotarliśmy tam stosunkowo późno, nie zobaczyliśmy już wnętrza Pawilonu Tysiąca Tatami (Senjokaku), zbudowanego jeszcze przez Toyotomi Hideyoshiego w XVI w., Naturalnego Ogrodu Botanicznego ani nie wjechaliśmy kolejką linowa na szczyt górującej nad wciśniętymi w zbocze domami i świątyniami Góry Misen (535 m.n.p.m.), gdzie znajduje się znakomity punkt widokowy. Niemniej zwiedziliśmy świątynię Daisho-in oraz jedną z najstarszych świątyń shintoistycznych, świątynię Itsukushima (VI-VIII w.), znajdującą się na światowej liście dziedzictwa UNESCO, na obszarze której znajduje się podobnież najstarsza w Japonii scena teatru nō.

Pokręciliśmy się jeszcze trochę po uliczkach, odwiedziliśmy kilka sklepików i musieliśmy niestety wracać ze względu na późną porę. Podróż powrotna trwała ponad godzinę i ledwo zdążyliśmy na shinkansen do Nagoyi.

sobota, 15 marca 2008

Pierwsze dni w Japonii oraz Kanazawa.


Japonia przywitała nas w Nagoyi w sobotę 29.09.2007 r. ciepłą pogodą i wilgotnością powietrza ok. 30%. Następnego dnia odbywać się miały wyścigi F1 GP Japonii, co widać już było na lotnisku:)

Korzystając z uprzejmości naszych znajomych, Karoliny i Piotra, mieliśmy zapewnione stałe lokum, z którego moglismy planować swoje wycieczki. Nagoya znajduje się prawie w środku Honsiu więc możliwości wypadowe mieliśmy spore. A tak wyglądała nasz baza :)
Wieczorem tego samego dnia uczestniczyliśmy w kolacji z udziałem studentów i (już) lekarzy, którzy przebywali w Polsce podczas wymiany naukowej oraz wykładającego w Polsce przez kilka lat emerytowanego profesora Takashi Wakabayashi. Tak wyglądało menu po japońsku:)



W niedzielę byczylismy się, odpoczywaliśmy oraz aklimatyzowaliśmy się by w poniedziałek wyruszyć do Kanazawy.

Kanazawa 01.10.2007 r.

Wyruszyliśmy wcześnie rano, niewyspani, gdyż nasze organizmy nie przywykły jeszcze do zmiany czasu - dlatego w pociągu byliśmy półprzytomni. Dodatkowo jak na złość rano siąpił deszcz:)
Kanazawa to piękne i urokliwe miasto położone na wybrzeżu morza Japońskiego w środkowej części Honsiu (na północ pd Nagoyi). Z powodu braku przemysłu i zakładów zbrojeniowych miasto nie ucierpiało wskutek nalotów w czasie II WŚ, zachowując swoją oryginalną zabudowę.
Na dworcu kolejowym w Kanazawie znajduje się punkt informacji turystycznej. Można tam zaopatrzyć się w mapki z zaznaczonymi atrakcjami turystycznymi, dowiedzieć się co nieco na ich temat od mówiącej po angielsku obsługi ja również nabyć całodzienny bilet za 600 jenów na zabytkowy autobusik kursujący po mieście i zatrzymujący się na 19 przystankach usytuowanych przy ciekawszych miejscach do zwiedzania. Autobusik kursuje przez cały dzień co 15 min. Ze względu na mnogość ciekawych miejsc warto jest przybyć do Kanazawy albo wczesnym rankiem albo zostać tam po prostu na noc rozkładając sobie szlak wędrówki na cały dzień. Nocleg w Kanazawie połączyć można z wyprawą na przylądek Noto, znany z dzikiego wybrzeża, skąd można przeprawić się na znaną z występów bębniarzy wyspę Sado.

Pierwszym miejscem wartym uwagi jest stara dzielnica, gdzie zachowała się zabudowa z XVII i XVIII w. Do zwiedzania udostępnione są za darmo oryginalnie zachowane tradycyjne japońskie domy wraz z małymi ogrodami.

Idąc dalej, mijając co rusz świątynie, można dojść do wzgórz.
Kanazawa aż zachęca do samodzielnych wędrówek po wzniesieniach okalających miasto, gdzie ukryte w bambusowych gajach położone są małe świątyńki i ogrody pełne ciosanych w kamieniu obelisków oraz wypływających z rzygaczy w formie smoków strumyków.






Tylko chodząc po takich miejscach można stracić cały dzień nie zobaczywszy głównej atrakcji miasta, jakim jest jeden z trzech najsławniejszych ogrodów Japonii – Kenrokuen. Założony jako zewnętrzny ogród zamku w Kanazawie, przez panujący ród Maeda, był niedostepny dla zwiedzających do 1871 r.
Bilet wstępu kosztował w 2007 r. 300 jenów. Ogród jest naprawdę niesamowity, ale jeszcze większe wrażenie na mnie zrobiła pieczołowitość z jaką Japończycy dbają o te miejsce. Nie ma tam niechlujnych typów biegających z kosiarkami i tnącymi byle jak. Trawę pieli się na kolanach, opadające konary drzew podpiera się specjalnymi tyczkami - widać po prostu dbałość o zachowanie pierwotnego kształtu tego miejsca. W na obszarze zajmowanym przez Kenrokuen i przylegającym do niego znajdują się jeszcze różnego rodzaju atrakcje dodatkowe jak muzeum etnograficzne, Dom Samuraja, herbaciarnia, pawilon nad stawem obok małego wodospadu, gdzie można napić się zielonej herbaty itd.






Po drugiej stronie od głównego wejścia do ogrodu znajduje się zamek w Kanazawie, zbudowany w 1583 r. Niestety, oryginalny obiekt spłonął doszczętnie w 1881 r. – ocalała tylko brama Ishikawa z roku 1788 r. W latach 1996-2001 odbudowano część kompleksu, który stanowi teraz Park Zamku w Kanazawie. Na teren Parku wchodzi się na tym samym bilecie, który kupuje się przy wejściu do Kenrokuen. Jednakże by wejść do głównego budynku zamkowego trzeba zapłacić dodatkowe 400 jenów - nie ma tam wprawdzie zbyt dużo do oglądania ale jak się jest już na miejscu to szkoda nie skorzystać:) Na terenie parku znajdują się także tzw. rest housy – małe pawilony z widokiem na szemrzące strumyki gdzie można sobie usiąść i chwilę odsapnąć.


Jako że dzień powoli miał się ku końcowi a w Japonii muzea i inne atrakcyjne zamyka się najpóźniej o 17, mieliśmy już mało czasu na zwiedzanie wszystkiego i zdecydowaliśmy się odwiedzenie czegoś co na mapie było zaznaczone jako Muzeum Gejsz.



Jak się okazało po dłuższym błądzeniu, był to małe, rodzinne pseudo muzeum – dom pełen pamiątek udostępniony do zwiedzania za darmo przez japońską rodzinę. Gdyby nie przypadek nie zwrócilibyśmy nawet na to uwagi, mimo ze przechodziliśmy dwa razy obok. W Japonii jest takich domowych „muzeów” bardzo wiele i są one zaznaczone na mapach jako muzea co wprowadza w błąd turystów przyzwyczajonych do nieco innego znaczenia słowa „muzeum”.


Niemniej na miejscu był bardzo sympatyczny Japończyk, który nie znał kompletnie angielskiego ale na migi zaprosił nas do środka, wszystko pokazywał i zachęcał do robienia zdjęć. Nie spodziewaliśmy mówiąc szczerze takiej wylewności i sympatii:)

To był nas ostatni punkt programu zwiedzania – wsiedliśmy po raz kolejny w autobusik i pojechaliśmy na dworzec.

wtorek, 23 października 2007

Koszty utrzymania.


Wbrew obiegowym opiniom utrzymanie w Japonii na przyzwoitym poziomie nie jest drogie. W marketach wiele produktów żywnościowych kosztuje tyle co w Polsce lub jest niewiele tylko droższych. Do takich wyjątków należy wołowina, która jest wyraźnie droższa od wieprzowiny czy drobiu. Pieczywo tostowe (w Japonii nie wiedzą co to znaczy prawdziwy chleb czy bułeczki, a nielicznie obce piekarnie, które zajmują się wypiekami podobnych produktów robią je pod gusta japońskie czyli pieczywo potrafi być słodkie lub słone itd.) z 8 kawałkami kosztuje niecałe 3 zł (138 jenów), szynka w plasterkach kosztuje ok. 5 – 7 zł , soki w kartonikach 2,4 – 6 zł, lody „z maszyny” ok. 5 zł itd. Należy uważać na masło, które jest słone za wyjątkiem jednego rodzaju. Można zakupić gotowe dania (czy tzw. zupki chińskie) i poprosić o podgrzanie ich w mikrofalówce na miejscu.
W Japonii jest zatrzęsienie knajp i knajpek, barów szybkiej obsługi, restauracji (w tym meksykańskich, włoskich itd.), sieci fastfoodów itd. Jeżeli ktoś jest fanem japońskiej kuchni, ten nie będzie miał problemu ze stołowaniem się. Gorzej, gdy ktoś nie jest synem rybaka i nie przepada za sushi czy sushimi z sosem rybnym (to takich zalicza się piszący te słowa:)) Takie osoby mogą znaleźć dla siebie bary, gdzie podaje się ryż z sosem curry z mięsem (do wyboru wieprzowina, wołowina lub kurczak) – godziwa porcja kosztuje w zależności od miejsca od 12 do 18 zł. Alternatywą może być też McDonald który przedstawia się mniej atrakcyjnie w relacji cena/ilość ponieważ za cheesburgera trzeba zapłacić tyle, co za wspomnianą porcję ryżu z sosem czyli ok. 12 zł. Tańsze są japońskie odpowiedniki McDonalda, lecz nie są one powszechne. Generalnie w większych miastach jest większy wybór (są także sieci otwarte przez całą dobę jak np. Sukiya), natomiast w mniejszych wybór może być dramatycznie mały. Pamiętać przy tym należy, iż w mniejszych miastach czy miastach nastawionych na turystów (jak np. Nikko), poza sezonem bary czy ogólnie wszelkiej maści jadłodajnie (prócz przyhotelowych restauracji) zamykane są bardzo wcześnie – lunchowe są otwarte do 15 a inne do 17, 19 czy najpóźniej 21. Restauracje są drogie jak na polskie kieszenie, a podawane w nich jedzenie jest typowo japońskie, pomimo, że jest duży wybór potraw (są też restauracje, gdzie są serwowane takie frykasy jak steki z wołowiny ale ich ceny są zupełnie abstrakcyjne).
Alkohol kosztuje tyle co Polsce, za wyjątkiem piwa. Co ciekawe dostać można w sklepach Żubrówkę w cenie takiej jak u nas, a wino Carlo Rossi jest nawet tańsze. Dla amatorów sake dostępny jest szeroki wybór trunków, lecz napój ten ma do 25 % obj. alk. czyli nie jest zbyt mocny a ceny zależą od marki i regionu. Wspomnieć należy, że np. whisky Red Label kosztuje w sklepie ok. 30 zł. W przypadku piw, to najlepszy wyrób Asahi 0,5 l kosztuje ok. 6-7 zł. Ogólnie piwa w Japonii to same pilsy, ważone podobno wg. niemieckich receptur.
I informacja dla palaczy – papierosy w automatach kosztują ok.7-7,50 zł za paczkę Marlboro czy Mild Seven.
Sporo jest w Japonii sklepów typu „wszystko za 99 jenów” (w rzeczywistości za 104 bo należy doliczyć 5 jenów podatku) czy „wszystko za 100 jenów”. W większości jest tam tandeta jak u nas w sklepach „wszystko za 5zł”, można jednak czasem znaleźć coś fajnego (np. całkiem poręczne i wytrzymałe parasolki przydające się przy zmiennej wyspiarskiej pogodzie).
Mitem jest także mniemanie, iż elektronika w Japonii jest tańsza niż w Polsce. Specjalnie wybraliśmy się w tym celu do Tokyo, dzielnicy elektroniki Akihabara. Ceny nowego sprzętu kształtują się na poziomie podobnym jak w Polsce, zarówno jeżeli chodzi o aparaty cyfrowe, kamery czy części do komputerów nawet, nie doliczając kwoty podatku (swoją drogą, znalezienie sklepu oferującego karty graficzne zajęło mi ponad 1 h bo wielu indagowanych sprzedawców, pytało się mnie do czego to służy:)). Ceny natomiast aparatów cyfrowych w tzw. second handach kształtują się podobnie jak w Polsce na Allegro.
Kupować zatem sprzęt, który w wyniku np. jakieś obniżki jest tańszy nawet o 100 zł jest średnio opłacalne w świetle mogących potem wyniknąć problemów gwarancyjnych.
Co do souvenirów, to we wszystkich znanych miejscowościach turystycznych (Nara, Kyoto itd.) są sklepiki pełne różnorakiego badziewia (to całkiem jak u nas:)), gdzie czasem naprawdę jest trudno znaleźć coś fajnego. Podobnie przedstawia się sytuacja w sklepikach przyświątynnych. Lepszy gatunkowo towar można nabyć w sklepach przy muzeach czy różnych wystawach. Niemniej ceny za większość z tych rzeczy nie są zbyt wygórowane. Prawdziwym problemem było znalezienie japońskich kaligrafii shodo. Jedyne typowe, jakie udało się nam znaleźć to w sklepie z używanymi rzeczami. Być może były on do zdobycia przy świątyniach ale niestety nie byliśmy w stanie porozumieć się z mnichami. Paradoksalnie, najwięcej souvenirów kojarzących się z Japonią nabyliśmy w kilku piętrowym sklepie na dworcu kolejowym w Nagoi:).
I coś dla fanów japońskich mieczy. Tani chłam można dostać wszędzie za śmieszne pieniądze poczynając od ok. 50 zł wzwyż. Jest to plastykowe badziewie z ostrzem z szajs stali, która nawet nie udaje, że jest ostra. Prawdziwy znawca sztuki płatnerskiej nie da się zwieść tej tandecie i uda się do Seki (miejscowość na północ od Nagoi), słynącej z wyrobu tradycyjnymi metodami mieczy. Niestety, ceny za katanę zaczynają się od ok. 7 tyś zł a za wakizashi od 3,5 tys. Pewnym pocieszeniem jest to, że można dokonywać zamówień przez internet jak uzbiera się odpowiednią kwotę (czas oczekiwania na miecze na zamówienia sięga nawet kilku miesięcy).
Ceny noclegów kształtują się od tego gdzie zamierza się spędzić noc. Hostele młodzieżowe oferują miejsca od ok. 70 zł od osoby lecz często trzeba być ich członkiem – w przeciwnym wypadku cena rośnie do ponad 100 zł; pensjonaty zaczynają się od ok. 100 do 200 zł/os. (w dwuosobowym pokoju z łazienką), a tradycyjne japońskie zajazdy ryokan od 150 do 400 zł/os. W tych dwóch ostatnich wypadkach kąpiel zażywa się w tradycyjnej japońskiej łaźni – rozbiera się najpierw do naga, zostawia się ciuszki w koszyku, a następnie bierze prysznic, który spełnia funkcję myjącą po czym można wejść do płytkiego basenu z gorącą wodą, gdzie można się zrelaksować. W żadnym wypadku nie myje się w tym basenie! Łazienki są osobne dla kobiet i mężczyzn. Motele są także budżetowym rozwiązaniem ale oferują niezbyt wysoki standard a ceny są różne w zależności od miejsca, a i czystość czasem pozostawia co nieco do życzenia . Hotele to najdroższe rozwiązania – ceny zaczynają się ok. prawie tysiąca złotych do kilku czy nawet kilkudziesięciu tysięcy zł:).
Dostępne są także praktycznie w każdym sklepie z pamiątkami kije w kształcie mieczy służące do nauki walki – ich ceny oscylują wokół 24 zł w zależności od miejsca. Planowaliśmy je kupić ale ostatecznie o tym zapomnieliśmy, a po wtóre ciekawe w jaki sposób można było by coś takiego przewieźć:).
Muzea, grupy pałacowe (zamkowe) czy świątynne, wyróżniające się jakoś miejsca czy sławne ogrody z reguły sa płatne. Ceny wahają się od 5 zł/os do 30 zł/os. Niekiedy można kupić jeden bilet uprawniający do wejścia na kilka obiektów i z reguły jest on tańszy. Podkreślić należy, iż wiele miejsc w których wystawiane sa eksponaty (najczęściej kilka sztuk) to jedno lub dwa pomieszczenia, w których nie można jeszcze na dodatek robić zdjęć (nawet bez lampy błyskowej). Miasto Nara jest na to dobrym przykładem - w wielu porozrzucanych po dużym obszarze światyniach i skarbcach trzeba płacić za każde niemal wejście, nie otrzymując wiele w zamian.
Link do rezerwacji hoteli online (jeden z wielu dostępnych:
http://www.japanhotel.net/
a tu do ryokanów:
http://www.japaneseguesthouses.com
hostele:
http://j-hoppers.com/index.htm
http://kshouse.jp/index_e.html

Podróżowanie i koleje.


Najwygodniejszym i zarazem szybkim sposobem podróżowania po Japonii są pociągi Japońskich Linii Kolejowych (JR). Są niezwykle czyste, punktualne, siecią połączeń pokrywają większość powierzchni Japonii i co więcej, w skład JR wchodzą także lokalne pociągi (np. w Tokio odpowiednik naszej kolejki podmiejskiej), linie autobusowe (jeżeli ktoś np. lubi nocne autobusy by przemieszczać się z miasta do miasta) oraz przeprawy promowe (np. z Hiroshimy na wyspę Miyajima). Niestety, bilety (zwłaszcza na super ekspresy Shinkansen) są też bardzo drogie. Dlatego też warto zaopatrzyć się w JAPAN RAIL PASS – rodzaj biletu okresowego dla obcokrajowców dostępny wyłącznie poza granicami Japonii. Na chwilę obecną nie można dostać ich dostać w Polsce. Lista punktów sprzedaży wraz ze szczegółowymi informacjami dostępna jest na stronie www.japanrailpass.net. Bilety można kupić na 7, 14 lub 21 dni na pierwszą (green car) lub drugą (ordinary) klasę. W naszej opinii kupowanie opcji na green cary (wagony są oznaczone zielona koniczynką) pozbawiona jest sensu, gdyż z reguły są to jeden czy dwa wagony a aż tak dużej różnicy w komforcie usprawiedliwiającej taki zakup nie zauważyliśmy:). Niemniej jeżeli ktoś jest spragniony luksusu to zawsze może dokonać u konduktora dopłaty:).
JAPAN RAIL PASS uprawnia do podróżowania wszystkimi pociągami należącymi do JR (jakby ktoś miał wątpliwości to zawsze na dworcach kolejowych są objaśnienia, gdzie znajdują się perony z których odjeżdżają takie pociągi a i one same mają na burtach wymalowane loga JR) z wyłączeniem super ekspresu NOZOMI, który jest najszybszy i najdroższy; a także pociągami lokalnymi, autobusami i promami (jeżeli należą do JR).
Gwoli ścisłości, poza Japonią nabywa się rodzaj kuponu (Exchange order)uprawniający do wystawienia JAPAN RAIL PASS’a przez pracownika JR na którymś z terminali kolejowych (przedstawia się w tym celu paszport oraz wypełnia formularz dostępny na miejscu). Bilet jest ważny od dnia wystawienia. Niewykorzystany kupon do JAPAN RAIL PASS’a można zwrócić w ciągu trzech miesięcy od dnia zakupu.
Japońskie dworce kolejowe znacznie różnią się od tego, co znamy z Polski:) Są to nowoczesne konstrukcje z betonu, szkła i aluminium, nierzadko wielopoziomowe, z centrami handlowymi, sklepami i punktami gastronomicznymi (gdzie można kupić gotowe kanapki czy nawet w miarę smaczne ciastka), dworcami autobusowymi i stacjami liniami metra. Niemniej wbrew naszym obawom, nie mieliśmy problemów z odnalezieniem właściwych pociągów i peronów. Wszędzie są tablice informacyjne w języku angielskim informujące gdzie znajdują się kasy biletowe osobno dla zwykłych linii JR i shinkansenów (wyglądają one nieco inaczej aniżeli w Polsce – są to bowiem w większości automaty, lecz na kilku największych stacjach są też osobowe punkty sprzedaży, gdzie ostatecznie można dokonać także rezerwacji miejscówki), punkty gdzie dokonuje się rezerwacji miejscówek (oznaczone zielonym symbolem człowieka na siedzeniu z napisem miyadori), toalety (taka ogólna uwaga – toalety w Japonii są zawsze niesłychanie czyste i zawsze z papierem toaletowym oraz jest ich tyle, że w sytuacji gdy łapie potrzeba nie trzeba pędzić w krzaczki:)); poczekalnie (oczywiście klimatyzowane, zresztą jak wszystkie budynki i pociągi, co dla nieprzyzwyczajonego turysty może zakończyć się nawet lekką grypą:)), punkty informacyjne (bądź punkty informacji turystycznej), gdzie zawsze są osoby (najczęściej kobiety) mówiące dobrze po angielsku, od których można otrzymać materiały informacyjne i mapy w języku angielskim oraz dowiedzieć się co jest warte zobaczenia w danym mieście i jak tam dotrzeć; tablice informujące gdzie znajdują się perony z których odjeżdżają pociągi zwykłych linii JR oraz shinkanseny. W przypadku tych ostatnich dodatkowo zamieszczane są informacje, które wagony (tzn. np. z jednej strony cars 1-8 a z drugiej cars 8-16) zatrzymują się po jednej czy drugiej stronie od wejścia na peron, co ma o tyle znaczenie, że wiadomo gdzie kierować się w poszukiwaniu właściwego wagonu. By dostać się na pociąg (zwykły czy shinkansen oraz na metro) należy przejść przez bramki do których wkłada się bilet kasowany przez automat i „wypluwany” z drugiej strony. Posiadacze JAPAN RAIL PASS okazują je tylko personelowi JR w okienku z prawej lub lewej strony bramek by móc przejść.
Naturalnie wszędzie znajdują się na wielkich elektronicznych wyświetlaczach informacje o pociągach w języku angielskim i japońskim na zmianę. Podawane są informacje o typie pociągu (czyli np. shinkansen Kodama 364), stacji docelowej, które wagony są non-reserved, co oznacza, że można tam zająć pierwsze lepsze wolne miejsce, wagony reserved czyli takie, gdzie trzeba wcześniej dokonać rezerwacji siedzenia we wspomnianym punkcie miyadori oraz wagony dla palących. W tygodniu, poza okresem urlopowym z reguły nie trzeba rezerwować sobie miejsce w wagonach reserved, wystarczą non-reserved. Natomiast może zdarzyć się pociąg, gdzie wszystkie wagony są reserved (np. shinkansen z Sendai do Tokyo). Ogólnie jak ktoś ma dosyć czasu, to może są sobie dla pewności i wygody zarezerwować miejsce, co jest bezpłatne, wystarczy tylko okazać JAPAN RAIL PASS. Na samym peronie na trotuarze narysowane są informacje, który wagon (dotyczy to shinkansenów i ich rodzajów) zatrzymuje się w tym miejscu oraz gdzie należy stanąć by ustawić się naprzeciwko drzwi. To jest kolejna rzecz jaka nas zdziwiła – niezależnie od rodzaju środka transportu, zawsze zatrzymują się one tak by drzwi były naprzeciwko wyznaczonego miejsca w którym Japończycy karnie się ustawiają w kolejce. Nie trzeba dodawać, że w Japonii pociągi czy metro są punktualne co do minuty:).
Na peronach znajdują się także klimatyzowane poczekalnie, automaty z napojami i papierosami (nawiasem mówiąc, automaty z różnorakim asortymentem w Japonii są wszędzie), pojemniki na cztery czy pięć rodzajów odpadków (w Japonii kładzie się wielki nacisk na czystość i recykling), budki z japońskimi specjałami (jak ktoś lubi :)), budki z prasą (oczywiście w języku japońskim:)) itd.
Podróż shinkansenem to zupełnie inna bajka:) Odchylane fotele lotnicze, czystość, w łącznikach pomiędzy wagonami toalety, umywalki, telefony, automaty z napojami (nie zawsze wszakże) i kultura osobista współpasażerów czynią podróżowanie niezwykle przyjemnym i komfortowym. Po wagonach chodzi steward z wózeczkiem, u którego można kupić coś do picia czy jedzenia (co ciekawe, można kupić także piwo i spokojnie je wypić – nie jest to najwyraźniej zakazane:))
Japońskie Linie Kolejowe dzielą się na sześć okręgów, które stanowią jakby samodzielne firmy, z innymi kolorami uniformów, nazwami rodzajów shinkansenów czy nawet nieco innymi typami wykorzystywanych pociągów (i tak koleje obsługujące środkową i zachodnią część Japonii mają granatowe mundury i trzy rodzaje shinkansenów: Kodama, który zatrzymuje się na największej ilości stacji, następnie Hikari który zatrzymuje się tylko na kilku węzłowych stacjach i Nozomi, który zatrzymuje się tylko na stacji docelowej; koleje wschodnio japońskie mają szare mundury i mają odpowiednio: Yambiko, Hayate i Nozomi)
Personel JR na ogół mówi słabo po angielsku ale posługując się prostymi zwrotami można dowiedzieć się co i kiedy odjeżdża (tego się można dowiedzieć także w budkach przy bramkach wejściowych), zapytać gdzie jest dany peron czy dokonać rezerwacji miejsca. Przydatny przy tym jest napisany na kartce pociąg i jego numer wraz z godziną odjazdu jeżeli zaplanowało się wcześniej połączenie:).
W Japonii jest także wiele linii obsługiwanych przez prywatne firmy kolejowe (najczęściej lokalne – korzystając z nich należy kupować normalnie bilet, podobnie w przypadku metra (nie wiemy, czy jest jakieś metro należące do JR). Przykładem takiej linii jest Meitetsu obsługującej np. Port Lotniczy w Nagoi z centrum. Podróżowanie nimi jest nie mniej komfortowe, lecz nie posiadają w swoim rozkładzie shinkansenów.
Z metra mieliśmy okazję korzystać w Nagoi. Jest tak samo czyste i punktualne jak zwykłe linie kolejowe. Na stacjach widoczne są wielkie plansze informujące o nazwie stacji oraz stacji poprzedniej i następnej. Dodatkowo umieszczone są informacje, gdzie należy pójść by pojechać w pożądanym kierunku czy gdzie znajduje się przesiadka na inna linię metra (oznaczone są one kolorami). Bilety kupuje się w automatach – nad nimi wisi zwykle plan schematyczny linii metra wraz z cenami biletów na stacjach docelowych od miejsca gdzie się go kupuje. W Nagoi z reguły była to kwota 230 jenów czyli ok. 5 zł bez względu jaką linią metra się jechało. Bilet w postaci małej tekturki wkłada się w otwór w bramce i otrzymuje z powrotem po drugiej stronie (podobnie jak na zwykłych dworcach kolejowych). Wychodząc z metra ponownie się go wkłada do bramki ale nie otrzymuje się już z powrotem. Bez tego niemożliwe jest wyjście ponieważ bramka będzie zamknięta.
W pociągu metra nad drzwiami zamocowane są plany metra z zaznaczonymi stacjami i kierunkiem jazdy. Dodatkowo, podobnie jak w autobusach, pociągach czy tramwajach, miły damski głos informuje po japońsku i angielsku na jakiej jest się stacji oraz jaka stacja będzie następna. W kolejce podmiejskiej kursującej po Tokyo przebieg trasy i kolejne stacje obrazowany jest na ciekłokrystalicznych panelach umieszczonych nad drzwiami.
Opłacalnym rozwiązaniem jest kupowanie biletów całodniowych na dany środek transportu, kosztują one 500 czy 600 jenów na osobę (czyli 12 czy 13 zł), zwłaszcza w sytuacji gdy planowane jest objazdowe zwiedzanie całego miasta z wysiadaniem na poszczególnych przystankach.
Pod tym adresem znajduje się elektroniczny rozkład pociągów:
http://www.hyperdia.com/cgi-english/hyperWeb.cgi

niedziela, 14 października 2007

O blogu;)


Niniejszy blog powstał jako swoistego rodzaju pomoc dla tych wszystkich, którzy planują bądź wybierają się do Japonii i za bardzo nie wiedzą, jak w praktyce wygląda życie w tym odległym kraju ani czego mogą się tam spodziewać.
Planując z żoną wyjazd do Japonii zbieraliśmy wszelkie możliwe informacje jakie mogły się nam przydać - bardzo często były to rozbieżne opinie, plotki i ogólne wyobrażenia ludzi zachodu nie mające, jak się potem okazało, nic wspólnego z rzeczywistością. Dlatego też chcemy podzielić się naszymi doświadczeniami z tego wyjazdu, by inni nie musieli uczyć się na swoich błędach, skoro ktoś je już popełnił:)
Sukcesywnie będziemy zamieszczali tu tematycznie informacje które w naszej opinii mogą bardzo się przydać zainteresowanym wyprawą do Japonii:)
No i mamy nadzieję, ze ktoś to będzie czytał:P